Czy jeszcze pamiętasz swoje imię?
Chciałoby się powiedzieć, że to dotyczy tylko życia zawodowego. Ale prawda jest brutalna: to, co robisz w pracy, przesiąka do Twojego domu, do Twoich relacji i do tego, kim jesteś, kiedy nikt nie patrzy. Dziś porozmawiamy o pułapce, w którą wpada się latami. O strefie komfortu, która nie jest miękkim kocykiem, ale powolną operacją na otwartym mózgu.
Faza miodowego miesiąca: Kroplówka życia
Na początku jest wspaniale. Wzajemna miłość, benefity, prestiż. Firma Cię kocha, Ty kochasz firmę. Kasa się zgadza, życie po godzinach kwitnie... nie tylko na firmowych eventach. Masz auto, masz kartę na lunche, masz poczucie, że trzymasz Boga za nogi.
Zawsze powtarzałam: 3, 5, maksymalnie 7 lat w jednym miejscu. To jest zdrowy czas na rozwój i pójście dalej. Ale życie pisze inne scenariusze. Znam ludzi, którzy w korporacjach spędzili 10, 20 i więcej lat. I dopóki ten świat trwa – wszystko wydaje się w porządku.
Ale co mówi nauka? Psychologia nazywa to nadmierną identyfikacją organizacyjną (organizational over-identification). To stan, w którym granica między "ja" a "firma" ulega zatarciu. Badania pokazują, że osoby w tym stanie są bardziej narażone na wypalenie zawodowe i etyczne kompromisy, bo ich poczucie własnej wartości jest w 100% zależne od sukcesu organizacji.
Kiedy stajesz się tapetą: Psychologia uwiązania
Największa pułapka strefy komfortu polega na tym, że powoli przestajesz mieć imię i nazwisko. Twoją tożsamością staje się logo na wizytówce. Twoje ego karmi się tym, że „wszyscy za Tobą biegają”, Ty jedziesz na autopilocie, bo powtarzalność zadań, spotkań, raportów, nawet gdybyś chciał inaczej wprawia Cię w trans.
W psychologii klinicznej mówi się o enmeshment – uwikłaniu. Ludzie wtapiają się w świat korpo i znikają. Zapominają o swoim DNA. Stają się jednym z elementów wzoru tapety ściennej. I o to właśnie korporacjom chodzi. Bądź wiernym trybikiem. Nie wychylaj się. Nie burz porządku.
Z dziecięcą naiwnością myślisz, że „o mnie dbają”. Ale kiedy strefa komfortu wytnie Ci serce i mózg, jest już za późno. Operacja odbywa się na pustym ciele.
Paradoks komfortu: Prawo Yerkesa - Dodsona
Strefa komfortu odbiera zdrowe myślenie. Zamiast racjonalnej oceny sytuacji, wjeżdża kalkulacja: przedszkole, szkoła, wakacje w tu i tam. To są "Złote Kajdanki" (Golden Handcuffs) – finansowe i benefitowe mechanizmy, które tworzą zjawisko tzw. Job-Lock. Pozostajesz w pracy, której nie lubisz, bo koszt rezygnacji z przywilejów wydaje się zbyt wysoki.
Jednak neurobiologia jest nieubłagana. Znasz Prawo Yerkesa-Dodsona? Mówi ono, że dla optymalnej wydajności i zdrowia mózgu potrzebujemy pewnego poziomu pobudzenia (stresu adaptacyjnego). Długotrwałe przebywanie w całkowitym komforcie prowadzi do atrofii poznawczej. Twój mózg przestaje szukać rozwiązań, bo wszystko jest podane na tacy. Przestajesz się rozwijać, zaczynasz… rdzewieć.
Efekt Żółwi Ninja: Zderzenie z rzeczywistością...
Znasz tę bajkę o Żółwiach Ninja? Tę, co leciała w soboty o 8:00? Charakterystyczny był początek... żółwie wychodziły z ciemności kanału, na dzień i światło wstającego dnia, w gwar i ruch ulicy, w którym musiały się odnaleźć i ruszyć do akcji.
Nikomu nie życzę momentu, w którym po 15 latach wychodzisz z korpo-kanałów prosto na ulicę. To zderzenie bywa tragiczne. Brak kontaktu z rzeczywistością rynkową, brak zrozumienia realnych kosztów życia, brak umiejętności budowania marki osobistej bez logo giganta za plecami.
Nagle tacy ludzie stają się mili, miekcy, jakby otwarci na współpracę… Tylko że wcześniej, przez lata, tej otwartości nie dało się u nich uświadczyć. Logo nad drzwiami budowało w nich poczucie, że są bogami. A rynek? Rynek nie bierze jeńców. Badania nad karierą pokazują, że osoby zmieniające pracę co 3-5 lat mają nie tylko szerszy wachlarz umiejętności (tzw. skill agility), ale statystycznie zarabiają więcej niż ci, którzy "zasiedzieli się" w jednym miejscu, licząc na coroczne 3% podwyżki.
Case study: Historia "Złotego Chłopca"... Złotej Dziewczyny... wielu osób dokoła nas...
Znam historię dyrektora, nazwijmy go Markiem. Marek spędził w jednej korporacji 18 lat. Miał wszystko: status, wpływ, luksusowy samochód i poczucie, że jest niezastąpiony. Kiedy doszło do fuzji i jego stanowisko zostało zlikwidowane, Marek „wyszedł na ulicę”.
Przez pierwsze 6 miesięcy nie potrafił napisać CV – nie wiedział, co potrafi robić poza „byciem dyrektorem w Firmie X”. Przez kolejne miesiące był wciąż zaskoczony cenami :Jak drogo" , kogo stać na ciągłe bywanie w knajpach, mówił...
Kolejne kilka miesięcy walczył z depresją, bo niedowierzał, że nie ma już tych wszystkich wpływowych kolegów - telefon przestał dzwonić zupełnie. Ludzie, którzy wcześniej zabiegali o jego względy, nagle stracili zainteresowanie „panem Markiem bez logo”. Marek musiał budować swoją tożsamość od zera, w wieku 45 lat. Dziś mówi, że największym błędem nie było to, że został w korpo, ale to, że pozwolił sobie by zniknąć...
Ku przestrodze: Odzyskaj siebie
Piszę to, bo patrzę na rynek i widzę coraz większą polaryzację. Korporacje to wylęgarnie leni i cwaniaków, gdzie „ofiary losu” mogą latami udawać pracę, podczas gdy zasuwają na nich inni – Ci, którzy jeszcze nie wpadli w strefę komfortu, albo, którzy nie są tzw. śpiącymi w swoim życiu
Twoja strefa komfortu Cię zabija.
Możesz dać się kupić – Twoje życie, Twoja sprawa. Ja tylko daję znać, byś prostu dbał o higienę i wietrzył swoją strefę komfortu.
Wizytówki wracają do łask. Wizytówka to fajna sprawa, szczególnie, kiedy jest ładna 😉 ale nie przeceniaj jej wagi.
Pamiętaj, jak się nazywasz, zanim firma zapomni o Tobie w dniu Twojego odejścia.




